Kontakt
ul. Sikorskiego 20
43-110 Tychy
kontakt@tyskigolf.pl

Klub

Historia klubu

Nobel Sport: Co przyczyniło się do tego, że zainteresował się Pan golfem?

Roman Szyja: Przypadek, życiowy przypadek. Pewnego dnia razem z rodziną pojechaliśmy do  Paczółtowic, gdzie znajduje się pole golfowe. Razem z siedmioletnim synem zaczęliśmy się bawić piłeczką, nie wiedząc w ogóle jak wygląda kij golfowy czy jak się go trzyma. Wykonaliśmy parę uderzeń, udawaliśmy, że umiemy to robić. Był to dobrze spędzony czas z rodziną, fajna zabawa w  niedzielne popołudnie.  

I co się wydarzyło? Wiedzieliśmy, że w Tychach jest już tzw. driving, czyli pole do ćwiczeń dla  golfistów. Pomijam, że driving jest najbardziej nielubianą częścią golfa, bo tam się tylko stoi i  uderza – a może aż, bo wtedy się trenuje i doszkala. Dla początkujących golfistów oczywiście  najciekawszym elementem jest melex i przejście się po polu golfowym. 

Pewnego dnia idąc na basen, gdzie jeszcze wtedy znajdował się driving, zauważyłem paru  golfistów. Pomyślałem – może spróbujemy? Nieśmiało wszedłem z synem za płot i spotkałem tam  przesympatycznych ludzi, którzy zachęcali do gry.  

No i tak to się zaczęło, czysty przypadek. Dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jest  to niesamowite spędzenie czasu z rodziną. 

NS: W jakich okolicznościach powstał Tyski Klub Golfowy?

RS: Dobre pytanie. W momencie w którym zaangażowaliśmy się w ćwiczenia golfowe na drivingu,  zacząłem o tym opowiadać znajomym, chcąc się podzielić wiedzą o tym fantastycznym sposobie  spędzania czasu. Niektóre osoby już o tym wiedziały, jak na przykład kolega, który obecnie jest  prezesem Tyskiego Klubu Golfowego, Wojtek Dudzik. Szczerze mówiąc Tyski Klub Golfowy  powstał na podłożu przyjaciół, kolegów, znajomych. Chcieliśmy to sformalizować, tym bardziej, że  Polski Związek Golfa zaczął już tworzyć turnieje juniorskie. Wszyscy mieliśmy dzieci w wieku od 6  do 12 lat i chcieliśmy tak spędzać z nimi czas, jeździć na turnieje – jeżeli w ogóle by nas dopuścili,  a szczególnie naszą młodzież. 

NS: Jakie były początki działalności Tyskiego Klubu Golfowego? 

RS: Trudne, tak jak wszystkie początki. Mieliśmy chęć spotykania się, ćwiczenia, ale driving nie  był jeszcze aż tak wyposażony. Staraliśmy się pomagać w koszeniu trawy, budowaniu, kupowaniu  dodatkowych elementów. Driving początkowo był w posiadaniu prywatnej firmy z Katowic i  dopiero po 10 latach użytkowania tego terenu przeszedł on w ręce MOSIRu, czyli miasta. Mniej  więcej w tym czasie postanowiliśmy założyć stowarzyszenie, aby móc tam przebywać i ćwiczyć. 

NS: Jak organizowano treningi? 

RS: Okazało się, że osoba, którą spotkałem rok wcześniej w Paczółtowicach, która była tam  trenerem, to Dariusz Pejas. Ni stąd, ni zowąd Dariusz Pejas pojawił się w Tychach. Nawiązała się po tym pierwszym spotkaniu nuta sympatii i to dzięki niemu mogliśmy organizować treningi.  Dzisiaj, po tych 12 latach, jest to szkoleniowec o wysokich lotach. Przyciągał przede wszystkim  młodzież, jest fantastycznym trenerem młodzieży, a my, rodzice, przy okazji podpatrywaliśmy jak  to się robi. I tak to powstało. 

NS: W jaki sposób pozyskiwano finansowanie na działalność stowarzyszenia? RS: Na samym początku, tak jak mówiłem, sami pomagaliśmy, dokupywaliśmy rzeczy. Bardzo  pomogło nam miasto, przed którym chylę czoła, za pomoc osobom, które chcą czynnie brać udział w życiu sportowym. Pozyskiwaliśmy fundusze główne na szkolenie młodzieży, bo to był nasz priorytet. Mieliśmy też swego czasu paru sponsorów, natomiast podstawą było miasto. 

NS: Kto uczestniczył w tworzeniu Tyskiego Klubu Golfowego? 

RS: Nazwiska, które przyczyniły się do powstania Tyskiego Klubu Golfowego to m.in. Piotr Ciepał,  Wojtek Dudzik, Adam Strażecki. Potem dołączali do nas kolejni, jeden po drugim, kolega kolegi.  Obecnie część młodzieży wyrosła, skończyła 18 lat, więc od 2 lat budujemy nową sekcję młodzieżową. Tyski Klub Golfowy jest pierwszym w Polsce, który może się pochwalić szkolną klasą golfową. SMS, szkoła sportowa, otworzyła profil golfowy i dzięki niemu mamy już 6 młodych  juniorów, którzy z nami trenują. Jest to ewenement na skalę Polski, bo trzeba podkreślić, że my  nie mamy pola. Wiele klubów powstaje na podłożu pola golfowego, a my mamy tylko driving.  Tylko, albo i aż. Dzięki miastu, dzięki naszemu stowarzyszeniu, pokazujemy że chcemy i możemy,  a także promujemy miasto Tychy w całym kraju.  

Patrząc parę lat do tyłu, nasza młodzież zdobywała wszystkie najlepsze puchary i miejsca w  Polsce. Zostaliśmy nazwani Tysobusem, bo przyjeżdżaliśmy busem, 10-15 młodych ludzi, w  jednakowych czapkach i koszulkach, wpadaliśmy na pole, rozgrywaliśmy kilka turniei, 

zgarnialiśmy puchary i wracaliśmy do domu. Ludzie byli zdziwieni, jak to jest możliwe, że Tychy  nie mają pola golfowego, mają 15 juniorów, przyjeżdzają busem, zgarniają wszystko i jadą do  domu? I dzisiaj możemy powiedzieć, że byliśmy prekursorami w Polsce. Rok, dwa lata później  inne miasta zaczęły przyjeżdżać busami. I fajnie, bo to o to chodzi. Wiadomo, jest rywalizacja, ale  cieszymy się, że udało nam się wśród młodzieży rozpropagować golf. I możemy sobie powiedzieć – My Tyszanie! 

NS: Jakie były pierwsze sukcesy Tyskiego Klubu Golfowego? 

Pierwsze sukcesy… To było z 10 lat temu, więc oczywiście nie pamiętam wszystkiego. Na pewno  były Junior Toury, których w skali wakacji było około 8. Trzeba było po prostu na nie jeździć, do  Gdańska, Warszawy, Krakowa, Siemianowic. Takimi małymi krokami nasza młodzież się ogrywała  w turnieje. Bardzo dobrze zostało to zorganizowane przez Polski Związek Golfa, ponieważ było  dużo kategorii – młodszy junior, starszy junior, dłuższe uderzenie, mniejsze uderzenie. Bo o co  chodzi? Chodzi o to, żeby wynagrodzić. Dać piłeczkę, czapeczkę, puchar czy cokolwiek innego.  Nie było takiego jednego spektakularnego momentu. Oczywiście przyszedł moment, w którym  nasi juniorzy byli mistrzami Polski juniorów. To już jest sukces, być najlepszym juniorem grającym  w Polsce. Tutaj znowu, Tyski Klub Golfowy, bez pola golfowego. Jeden z naszych juniorów  pojechał do Stanów Zjednoczonych na roczną wymianę, do klasy golfowej w Arizonie. Tam  zauważyli, że dobrze gra i zdobył mistrzostwo Arizony! I o to właśnie chodzi, z małych Tychów  przyjechał to Arizony i wygrał mistrzostwo stanu. Albo zrobił hole in one, czyli trafił jednym  uderzeniem do dołka. To wszystko dzięki treningom, nielubianemu drivingowi i oczywiście  wspaniałemu trenerowi, Dariuszowi Pejasowi. 

NS: Czy były w historii Tyskiego Klubu Golfowego momenty kryzysowe?  RS: Tak, mogę powiedzieć, że był taki kryzys dwa lata temu, kiedy miasto przenosiło driving z  miejsca koło basenu, na piękny obiekt obok aquaparku, pod lasem. Przyszedł moment takiego  przestoju, bo tutaj już się kończyło, a tam jeszcze nie zaczęło. Wielu golfistów się wyciszyło.  Uważamy, że dopiero teraz, od roku, zaczynamy to na nowo budować i gromadzić wokół siebie  młodzież. Bo podstawą Tyskiego Klubu Golfowego, poza przyjemnością spotykania się i  ćwiczenia, jest golfowe wychowywanie młodzieży. 

NS: Jaka jest dziś pozycja Tyskiego Klubu Golfowego na arenie Polski?  RS: Trudne pytanie. Chciałbym powiedzieć, że cudowna i wspaniała. Na razie powiedziałbym, że  wyciszona. Jednak dalej o nas pamiętają, dalej jesteśmy zauważani i wracamy do gry. 

NS: Jakie są plany Tyskiego Klubu Golfowego na najbliższe lata?  

RS: Obecnie zmieniamy trochę zarząd. Nie znaczy to, że poprzedni był zły, ale trzeba go trochę odmłodzić. Prawda jest taka, że w każdym stowarzyszeniu, po iluś tam latach działalności,  przychodzi rutyna, osłabienie. Jesteśmy w takim momencie, że otwieramy się bardziej na  zewnątrz, na ściąganie młodych golfistów i ogólnie golfistów z Tychów. Mamy driving za darmo,  gdzie można poćwiczyć, bo umożliwiło nam to miasto. Teraz plan jest taki, że ruszamy do przodu  i tak właśnie będzie w tym roku. 

NS: Jak ocenia Pan rozwój golfa w Polsce?  

RS: O, cudownie. Coś niesamowitego. Społeczeństwo zaczyna w końcu zauważać, że nie jest to  elitarna dyscyplina sportu. Gdzieś zachowało się w odczuciu ludzi, że tylko elity i zamożni ludzie  grają w golfa. Myślę, że patrząc w tył jakieś 40 lat, takie same uczucia towarzyszyły tenisowi. Ktoś ma paletkę do tenisa, tylko bogaci mogą trenować. Okazuje się, że uprawianie golfa to około  2000 zł rocznie. Oczywiście, trzeba kupić kije, które można kupić za 1000 zł, ale też za 10 zł. To  nie jest drogi sport. Obalam ten mit.  

Widać po ilości członków, choćby Polskiego Związku Golfa, że przybywa ich z roku na rok coraz  więcej. Przykładowo, trzy lata temu powstało pole golfowe w Mikołowie, które obecnie ma 300  członków. To jest po prostu coś niesamowitego.  

NS: Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać osobom, które dopiero zaczynają grać w  golfa?  

RS: Fajne pytanie, jakie przesłanie… Spotykajmy się, spotykajmy na świeżym powietrzu. Większe  przesłanie chciałbym wysłać do ludzi, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z golfem. To jest: golf,  jest dyscypliną sportu dla każdego. Proszę zobaczyć, że w golfa można grać mając 3 latka, jeżeli  się utrzyma kij, jak i mając 90 lat. Która dyscyplina sportu na świecie jest taka, by móc ją wykonywać bez względu na stan zdrowia czy wiek. Nie ma, tylko golf. Jest to udowodnione, że  największą ilością ludzi, którzy uprawiają sport są golfiści. To jest niesamowite.

Golf jest dla  wszystkich. Zapraszamy!

Władze klubu:
  • Prezes Zarządu – Wiktor Widera
  • Członek Zarządu – Patryk Kowalczuk
  • Członek Zarządu – Tomasz Sekuła
Rada klubu:
  • Roman Szyja
  • Wojciech Dudzik
  • Jakub Szyja
  • Grzegorz Matwijczyk
  • Marcela Bałdyga
  • Bartek Plackowski
  • Bartosz Kołodziej
Opiekun pola:
  • Grzegorz Matwijczyk